Co się stało w Elverum
Pod koniec czerwca 2026 roku sześć aut elektrycznych zostało unieruchomionych na stacji szybkiego ładowania Ionity w norweskim Elverum, niedaleko granicy ze Szwecją, na trasie Østerdalen między Oslo a Trondheim. Operator potwierdził, że otrzymał wówczas sześć zgłoszeń. Kierowcy, którzy podłączyli samochody do ładowarek, nie mogli ich później uruchomić. Część pojazdów musiała opuścić stację na lawecie. Norweska gazeta Adressa jako pierwsza opisała sprawę 12 października, a kilka dni później trafiła ona do zagranicznych mediów.
Usterka nie leżała po stronie aut, lecz infrastruktury. Wadliwe urządzenie spowodowało zadziałanie zabezpieczeń odłączających akumulator wysokiego napięcia od instalacji pojazdu. Chodzi o jednorazowe bezpieczniki pirotechniczne, których nie da się zresetować – po zadziałaniu trzeba je wymienić w warsztacie. To one fizycznie przerywają obwód, gdy elektronika wykryje zwarcie, przetężenie lub sygnał zderzenia. Nie oznacza to jednak, że we wszystkich sześciu autach zniszczone zostały same baterie. Szczegółowy zakres uszkodzeń poszczególnych pojazdów nie został ujawniony.
Stacja w Elverum to pilotażowy punkt Ionity, w którym pracują ładowarki Ekoenergetyki, polskiego producenta z Zielonej Góry działającego od 2009 roku. To pierwsze w Norwegii wdrożenie systemu tego producenta; Ionity korzysta z tego dostawcy od 2023 roku. Obiekt otwarto w grudniu 2025 roku, około siedem miesięcy przed awarią. Dwie szafy zasilające dzielą między sobą 800 kW, a trzy stanowiska ładowania mają po dwa złącza CCS – razem sześć punktów. Przy ładowaniu pojedynczego auta system może oddać mu do 500 kW. Producent ładowarek potwierdził usterkę. Sam Ionity to joint venture producentów motoryzacyjnych. Współwłaścicielami są BMW Group, Ford i Volkswagen Group. Do spółki należą również Hyundai Motor Group, Kia oraz Mercedes-Benz. Inwestorem finansowym jest Global Infrastructure Partners. Operator prowadzi ponad 700 stacji w 24 krajach Europy.
Volkswagen ID. Buzz od czerwca w warsztacie
Jednym z poszkodowanych jest właściciel Volkswagena ID. Buzz. Z żoną wracał z Oslo i zatrzymał się na postój ładowania. Po około dziesięciu minutach usłyszał wyraźny trzask, ładowanie przerwało się, a auto nie chciało ponownie wystartować. Podobny scenariusz powtórzył się w dwóch innych autach ładujących się w tym samym czasie.
ID. Buzz trafił do warsztatu 30 czerwca. Według informacji opublikowanych 19 października wciąż tam stał. Kierowca przez blisko cztery miesiące nie dostał samochodu zastępczego. Polskie doniesienia wyceniały naprawę na około 43 tys. zł. Część zagranicznych relacji podawała kwoty 115–120 tys. koron norweskich. Dokładny kosztorys nie został opublikowany, więc nie wiadomo, jaka część rachunku przypada na części, a jaka na robociznę. Wiele warsztatów traktuje zadziałanie takiego zabezpieczenia jak szkodę powypadkową i zleca serię kosztownych kontroli instalacji wysokiego napięcia; niektórzy producenci proponują wyłącznie odpłatną wymianę baterii. Ionity nie ujawniło też, które modele aut zostały poszkodowane.
Kto zapłaci za naprawy
Początkowo właściciele nie mieli łatwej drogi. Ich ubezpieczyciel Frende zakwalifikował szkodę jako awarię mechaniczną, której nie obejmuje polisa AC. Sprawa krążyła między kierowcami, ich ubezpieczycielem i Ionity. Operator nie kwestionował jednak odpowiedzialności i przeprosił za czas, jaki zajęło wyjaśnienie sprawy.
Ionity po otrzymaniu zgłoszeń wyłączyło wszystkie objęte problemem punkty i zdecydowało o wymianie sprzętu. Operator przekazał również, że jego ubezpieczyciel – Zurich – potwierdził przyczynę zdarzenia i pokryje koszty napraw wszystkich poszkodowanych pojazdów. Klienci zostali poinformowani o wyniku i mają być kontaktowani w sprawie roszczeń. Ionity poinformowało:
Nasz ubezpieczyciel potwierdził również przyczynę awarii i pokryje koszty napraw samochodów, których dotyczył problem. Poinformowaliśmy już o tym klientów.
Uznanie odpowiedzialności nie oznacza jednak, że wszystkie problemy zniknęły. Przykład ID. Buzza pokazuje, że samo potwierdzenie winy przez operatora nie musi oznaczać szybkiego powrotu auta na drogi.
Czego jeszcze nie wiadomo
Ionity nie ujawniło, co dokładnie w ładowarkach wywołało awarię. Żadna z firm nie podała publicznie technicznej przyczyny. Nie wiadomo też, czy podobny problem grozi innym urządzeniom tego samego typu. Operator zapewnił, że usterka dotyczyła wyłącznie stacji w Elverum. Zapowiedział wymianę uszkodzonych ładowarek w tym tygodniu. Tuż po nagłośnieniu sprawy w aplikacji Ionity sześć punktów było oznaczonych jako niedostępne, a dwa nadal działały; ładowarki Ekoenergetyki były nieczynne, a jedno urządzenie Alpitronic na tej samej stacji pozostało aktywne. Nie ustalono też, czy awaria miała związek z wysoką mocą ładowania. W tym samym miejscu w Elverum jest też 28 Superchargerów Tesli; żadne doniesienia nie wskazują, by Tesla znalazła się wśród poszkodowanych aut.
Nie poinformowano natomiast, czy kierowcy otrzymają rekompensaty za czas bez samochodu. Nie podano również, jakie urządzenia zastąpią wadliwy sprzęt ani czy pilotażowy projekt ładowania o mocy 500 kW będzie kontynuowany. Nie ogłoszono ogólnosieciowej akcji serwisowej.









