Debata o przyszłości samochodów spalinowych w Unii Europejskiej nie gaśnie. Zaledwie kilka miesięcy po tym, jak Komisja Europejska złagodziła pierwotny plan całkowitego zakazu rejestracji nowych aut spalinowych od 2035 roku, grupa państw członkowskich wystąpiła z ostrą deklaracją: nie wolno dalej rozmiękczać przepisów.
Deklaracja w obronie ambitnych celów
Wspólne stanowisko podpisało sześć państw: Francja, Hiszpania, Portugalia, Holandia, Luksemburg i Szwecja. W doniesieniach prasowych mowa wprawdzie o siedmiu sygnatariuszach, ale w treści opublikowanego oświadczenia wymieniono właśnie te kraje. Ich zdaniem jakiekolwiek osłabienie unijnego prawa redukcji CO₂ w sektorze motoryzacyjnym byłoby „strategicznym błędem”.
Deklaracja to odpowiedź na wcześniejszy postulat Niemiec, które wnioskowały o całkowitą rezygnację z zakazu sprzedaży nowych aut spalinowych po 2035 roku. Sygnatariusze listu przekonują, że obecna energia kryzysowa – wywołana m.in. wojną w Iranie i idącymi za nią wzrostami cen ropy i gazu – tylko potwierdza, jak pilne jest uniezależnienie Europy od paliw kopalnych.
„Zmniejszenie europejskiej zależności od paliw kopalnych jest absolutną koniecznością” – podkreślili w oświadczeniu.
Inne głosy w unijnej układance
Stanowisko tych sześciu krajów ostro kontrastuje z wcześniejszym apelem sześciu innych premierów, którzy w grudniu 2025 roku wysłali list do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. Sygnatariusze tamtego pisma – Donald Tusk (Polska), Viktor Orbán (Węgry), Robert Fico (Słowacja), Giorgia Meloni (Włochy), Petr Fiala (Czechy) i Rosen Żelazkow (Bułgaria) – domagali się odejścia od „ideologicznego dogmatyzmu” i przywrócenia neutralności technologicznej. Twierdzili, że narzucanie wyłącznie elektromobilności „doprowadziło niektóre branże niemal do upadku”. Ich zdaniem po 2035 roku na rynku powinny pozostać hybrydy plug-in, pojazdy wodorowe, auta z range extenderem oraz rozwiązania oparte na biopaliwach i e-paliwach.
Co ciekawe, polski rząd stanął wówczas po stronie przeciwników zaostrzonego kursu. Tymczasem – jak wynika z sondażu United Surveys dla wp.pl z lutego 2023 roku – 76% Polaków nie popierało zakazu sprzedaży nowych aut spalinowych od 2035 roku, a wśród wyborców obozu rządzącego odsetek ten sięgał 84%.
Komisja już ustąpiła – ale czy na stałe?
W grudniu 2025 roku Komisja Europejska, ulegając presji części rządów i przemysłu, oficjalnie wycofała się z planu 100% zakazu rejestracji nowych aut spalinowych. Nowa propozycja zakłada, że do 2035 roku producenci będą musieli zredukować emisję CO₂ o 90%, a pozostałe 10% mogą skompensować m.in. przez stosowanie niskoemisyjnej stali, e-paliw i biopaliw. Oznaczało to de facto koniec technologicznego zakazu – auta z silnikiem spalinowym, hybrydy plug-in i mild hybridy mogły być nadal produkowane i sprzedawane. W ramach kompromisu wprowadzono też tzw. super kredyty dla małych i tanich elektryków produkowanych w UE oraz elastyczność w kalkulacji emisji dla samochodów dostawczych, których cel redukcji CO₂ na 2030 rok obniżono z 50% do 40%.
Propozycja ta spotkała się z ostrą krytyką organizacji ekologicznych. William Todts, dyrektor wykonawczy Transport & Environment, ostrzegł:
„Unia gra na czas, gdy kolejna runda już się rozpoczęła. Każde euro przekierowane na hybrydy plug-in to euro niewydane na samochody elektryczne, a tymczasem Chiny posuwają się coraz dalej. Trzymanie się silników spalinowych nie przywróci europejskiemu przemysłowi motoryzacyjnemu dawnej świetności.”
Ambitny kurs kontra rzeczywistość rynku
Teraz sześć państw apeluje, by nie cofać się dalej. Uważają, że ewentualne dalsze łagodzenie przepisów zagroziłoby celom klimatycznym i opóźniło transformację energetyczną. Tymczasem wcześniejsza propozycja Komisji, choć przyjęta z ulgą przez wiele państw jako zwycięstwo neutralności technologicznej i ochrona miejsc pracy, zdaniem jej sygnatariuszy może być dopiero pierwszym krokiem. „Jesteśmy w punkcie zwrotnym dla przemysłu motoryzacyjnego i polityki klimatycznej” – pisali w swoim liście premierzy sześciu krajów, dodając: „Na przemysłowej pustyni nie ma nic zielonego.”
Przed nami miesiące unijnych sporów. Sześć krajów właśnie postawiło jasną granicę: ambitny kurs musi zostać utrzymany. Pytanie, czy przemysł i pozostałe państwa dadzą się przekonać.









