Elektryczne auta z wyższej półki potrafią błyskawicznie tracić na wartości, a przykład Audi e-tron GT pokazuje to w bezlitosny sposób. Model, który jeszcze niedawno kosztował krocie, dziś na rynku wtórnym można znaleźć za mniej niż połowę ceny nowego.
Ponad 60% wartości w cztery lata
Skala przeceny jest ogromna. Jak wynika z danych serwisu AutoWeek, na rynku holenderskim można znaleźć używane e-trony GT z 2021 roku za około 42 945 euro (ok. 185 tys. zł). Dla porównania, taki samochód jako nowy kosztował 112 231 euro. W ciągu zaledwie czterech lat stracił więc 69 286 euro, co daje spadek wartości rzędu 62%.
Opisywany egzemplarz ma na liczniku około 146 tys. km i jest bezwypadkowy. Badanie wykazało, że kondycja jego akumulatora (SoH) wynosi aż 93%, co według źródła pokazuje, że stan baterii nie musi być głównym powodem tak dużych spadków cen.
Polski rynek: połowa ceny z salonu
Podobnie wygląda sytuacja nad Wisłą. Gdy e-tron GT debiutował w 2021 roku, cena bazowej wersji wynosiła ok. 450 tys. zł. Po dodaniu opcji kwota bez problemu przekraczała pół miliona złotych. Dziś na polskich portalach ogłoszeniowych oferty wyglądają zupełnie inaczej.
- Egzemplarze z 2021 roku z przebiegami rzędu kilkudziesięciu tysięcy kilometrów można znaleźć już za ok. 210 tys. zł.
- Samochody z lat 2021–2022 kosztują około 230 tys. zł.
- Młodsze auta, dostępne nawet w oficjalnym programie Audi Select, wyceniane są na 240–250 tys. zł.
Oznacza to, że trzy- i czteroletnie auta z polskich salonów straciły około połowy, a w niektórych przypadkach nawet ponad połowę swojej pierwotnej wartości.
Modernizacja z 2024 roku dobiła starsze wersje
Za szybką utratą wartości stoi kilka przyczyn. Jedną z kluczowych jest solidna modernizacja, którą Audi przeprowadziło w 2024 roku. Wprowadzone zmiany sprawiły, że wczesne egzemplarze stały się mniej atrakcyjne:
- Podstawową wersję zastąpiła mocniejsza odmiana S e-tron GT,
- Poprawiono osiągi i zwiększono moc,
- Pojemność akumulatora wzrosła do 105 kWh brutto (97 kWh netto),
- Na szczycie oferty pojawiła się ekstremalna odmiana RS e-tron GT performance o mocy 925 KM.
Choć nie była to zmiana generacji, różnica w technologii na korzyść nowszych modeli jest wyraźna. To sprawiło, że egzemplarze z lat 2021–2023 są dziś dla wielu kupujących mniej kuszące.
Podobny los spotyka także inne elektryczne modele Audi. Jak w grudniu 2024 roku informował portal wrc.net.pl, trzyletni Audi e-tron (obecnie Q8 e-tron) z przebiegiem zaledwie 28 090 km stracił na wartości aż 212 500 zł – z pierwotnych 323 000 zł do około 108 000 zł. To pokazuje, że problem gwałtownej deprecjacji dotyczy całej gamy elektrycznych modeli z Ingolstadt.
Nowe nadal kosztuje fortunę, używane to okazja
Paradoks polega na tym, że salonowe ceny e-trona GT wciąż są wysokie. Obecnie za bazową wersję quattro o mocy 530 KM trzeba zapłacić 519 900 zł. Mocniejszy S e-tron GT (679 KM) kosztuje 600 700 zł, a wariant RS e-tron GT (856 KM) wyceniono na 701 800 zł. Topowa odmiana RS performance rozwijająca 925 KM to wydatek 770 200 zł.
Pierwszy właściciel musi liczyć się z bardzo wysoką utratą wartości w pierwszych latach eksploatacji. Z drugiej strony, rynek wtórny otwiera drzwi przed tymi, którzy chcą poczuć smak luksusu za ułamek ceny. Za kwotę dobrze wyposażonego SUV-a klasy średniej można dziś kupić sportowe coupe z napędem quattro, blisko 500 KM i akumulatorem w dobrej kondycji.
Przypadek Audi e-tron GT to obraz szerszego problemu drogich elektryków. Szybki postęp technologiczny sprawia, że nawet prestiżowe modele premium błyskawicznie tracą na wartości, gdy tylko na rynku pojawią się nowsze konstrukcje. Jak ostrzegają eksperci cytowani przez węgierski portal Totalcar, tak gwałtowna deprecjacja stanowi poważne ryzyko dla zachodnioeuropejskich banków finansujących leasing tych pojazdów.









