W sieci zawrzało. Media po obu stronach kanału La Manche rozpisują się o rzekomych planach Unii Europejskiej, która od 2030 roku miała zmusić kierowców do przestrzegania limitów prędkości za pomocą automatycznego hamowania. Brzmi jak science fiction? Owszem, bo – jak się okazuje – to tylko niesprawdzone plotki.
Komisja Europejska zdementowała doniesienia o pracach nad obowiązkowym ogranicznikiem prędkości, który odbierałby kierowcom kontrolę nad pedałem gazu. Sprawa jest o tyle ważna, że dotyczy milionów kierowców w Polsce i całej Unii. Wyjaśniamy, jak jest naprawdę.
Skąd wzięły się plotki?
Informacje o rzekomym unijnym planie pojawiły się w brytyjskich mediach. Sugerowano, że przyszły system miał automatycznie ograniczać moc silnika po wykryciu przekroczenia dopuszczalnej prędkości. Elektronika opierałaby się na danych z GPS, cyfrowych map, sieci komórkowej 5G oraz kamer rozpoznających znaki drogowe. Kierowca mógłby czasowo przejąć kontrolę tylko w wyjątkowych sytuacjach, na przykład podczas manewru unikania zagrożenia.
Haczyk? Te doniesienia opierały się na anonimowych źródłach. Nie przedstawiono żadnego oficjalnego projektu przepisów ani dokumentu roboczego, który potwierdzałby takie plany.
Komisja Europejska studzi emocje
Niemiecki magazyn „Auto Motor und Sport” postanowił zweryfikować te twierdzenia i zapytał wprost urzędników w Brukseli. Odpowiedź jest jednoznaczna: Komisja Europejska nie rozważa wprowadzenia obowiązkowego ogranicznika prędkości w wersji, która przejmowałaby kontrolę nad pojazdem.
Przedstawiciel Komisji Europejskiej przekazał redakcji, że instytucja nie pracuje nad obowiązkową blokadą prędkości będącą rozwinięciem systemu ISA. Dodał, że nie istnieje publicznie dostępny projekt ustawy ani dokument roboczy zakładający samoczynne zwalnianie pojazdów po przekroczeniu limitu. To oznacza, że wizja aut automatycznie hamujących na każdej drodze to na razie czysta fantazja.
System ISA jest, ale nie taki straszny
Warto jednak wiedzieć, że pewien system ostrzegania przed prędkością już w autach jest. Mowa o Intelligent Speed Assistance (ISA), który od lipca 2024 roku jest obowiązkowym wyposażeniem wszystkich nowych samochodów osobowych i lekkich pojazdów użytkowych wprowadzanych na rynek UE.
Jak działa obecny ISA? Kamery i dane z map cyfrowych rozpoznają aktualne ograniczenie prędkości. Jeśli kierowca jedzie za szybko, system wysyła ostrzeżenie – sygnał wizualny, dźwiękowy lub reakcję pedału przyspieszenia. I to wszystko. Kierowca nadal może przyspieszyć, a funkcję ostrzegania można wyłączyć (choć w wielu modelach aktywuje się ponownie po uruchomieniu silnika).
To nie jest żaden „kaganiec”, tylko asystent, który ma pomóc uniknąć niezamierzonego przekroczenia prędkości. Nie odbiera nikomu kontroli.
Mylne interpretacje i polityka bezpieczeństwa
Plotki o bardziej radykalnej wersji ISA mogły wziąć się z ogólnej dyskusji o bezpieczeństwie drogowym w UE. W raporcie Europejskiej Rady Bezpieczeństwa Transportu (ETSC) pojawiły się rekomendacje dotyczące obniżenia limitów prędkości, między innymi do 30 km/h w miastach i 120 km/h na autostradach. To jednak tylko zalecenia ekspertów, a nie projekt unijnej dyrektywy.
Według danych ETSC w 2025 roku na drogach Unii Europejskiej zginęło około 19,5 tys. osób, a ponad 100 tys. zostało ciężko rannych. Od 2019 roku liczba ofiar śmiertelnych spadła o 15 proc., ale tempo poprawy jest zbyt wolne, by osiągnąć unijny cel – zmniejszenie liczby ofiar o połowę do 2030 roku. Polska wypadła w tym zestawieniu wyjątkowo dobrze: od 2019 roku liczba zabitych spadła aż o 43 proc., co jest najlepszym wynikiem spośród badanych krajów.
Niektóre media spekulowały również o systemie satelitarnego nadzoru nad prędkością, który miałby zdalnie ograniczać moc pojazdu. „The Telegraph” pisał o konsultacjach z producentami i terminie 2030 roku. Pojawiły się też głosy krytyczne: Brian Gregory z Alliance of British Drivers nazwał pomysł absurdem, a brytyjski poseł Richard Holden ostrzegał przed ryzykiem przejęcia systemu przez hakerów, mówiąc o „przepisie na Wielkiego Brata”. Okazuje się, że te pomysły – przynajmniej na razie – trafiły do kosza.
Co zatem dalej?
Na ten moment kierowcy mogą spać spokojnie. Unia Europejska nie pracuje nad przepisami, które zamieniłyby samochód w automatycznego żandarma. Owszem, ISA jest już obowiązkowe w nowych autach, ale jego rola kończy się na ostrzeganiu. Nie ma żadnych podstaw, by twierdzić, że Bruksela szykuje obowiązkowe automatyczne hamowanie.
Wszystko, co przeczytaliście wcześniej w mediach na ten temat, było przedwczesną i niepotwierdzoną plotką. Obecnie Komisja Europejska nie prowadzi prac nad takim obowiązkiem. Jeśli kiedykolwiek takie przepisy miałyby powstać, najpierw musiałby ujrzeć światło dzienne oficjalny projekt regulacji – a ten na razie nie istnieje.









